czwartek, 1 listopada 2018

poniedziałek, 15 października 2018

Realizacja- dysocjacja.

W pracy staram się dać z siebie najwięcej ile mogę... Wykrzesać z siebie jak najwięcej uśmiechu, cierpliwości oraz empatii.
Nie lubię wchodzić w zespół... Źle się czuję w takiej sytuacji. Wycofuje się... Ale mimo wszystko staram się zaopiekować dziećmi i aktywizować tych słabszych...
Jak tylko wyjdę z sali to się wyłączam... Opadam z sił i nie mam ochoty rozmawiać.
Nie odzywam się do znajomych i rodziny... Nie odpisuję...
Dysocjacja mi się włącza, bo często nie pamiętam reszty dnia...
Nie wiem jak to przetrwać.
Raz dni lecą przez palce a za chwilę minuty się dłużą...
A dopiero poniedziałek.
Chciałabym móc pisać, że jest dobrze, że tyle zrobilam, że mam energię i cieszę się, że się rozwijam...
Ne będę kłamać.
Nadszedł gorszy czas...
Miłego wieczoru wam życzę.

poniedziałek, 8 października 2018

Chwiejność i zamknięcie się w sobie. Derealizacja.

Wycieczka była udana.
Trochę mi wstyd, bo była inwazja os i szerszeni i nie odbyło się bez wrzasków nawet na mieście no ale nie kontroluje tego i wszyscy o tym wiedzą... Lecz i tak mi wstyd.
W pracy jest atmosfera tak ciężka, że można ją kroić nożem... To odbiera mi energię.
Tak bywa, nie ma co się przejmować... W końcu pracują tam same kobiety.
Nie umiem napisać nic innego jak to, że czuje nienawiść do siebie i swojego ciała.
To mnie przenika i nie mogę przestać o tym myśleć.
Nie chcę być taka jaka jestem. Zarówno psychicznie jak fizycznie.
Dół... Stanowczo tendencja zniżkowa.
Wegetuję.

wtorek, 2 października 2018

Znowu chwiejność, ale jestem szczęśliwa, że granice są dwie.

Stresuję się, bo w weekend wyjazd z osobami z pracy...
Wczoraj mało brakowało, a bym we okaleczyła. Cieszę się, że tego nie zrobiłam.
To wyjazd na baseny, sauny i inne takie...
Na szczęście nie będę musiała się stresować ranami, do ukrycia pozostaną tylko i aż blizny.
Muszę jeszcze kupić rajstopy i piżamę, tylko brakuje mi czasu na chodzenie po sklepach.
Może jutro się uda.
Pod wieczór mój humor się poprawił. Czuje się względnie dobrze. Zniknęły myśli autodestrukcyjne...
Miło odpocząć chociaż od tego.
Idę oglądać serial i starać się nie myśleć, że na sali w pracy będzie znowu nieswojo, bo z osobami przy których czuje się niekomfortowo.
Chcę napawać się dobrym samopoczuciem i zająć myśli migającym ekranem.
Może ten nocy będę spać dobrze.
Miłego wieczoru.

niedziela, 30 września 2018

Pustka.

Kominek, lampki, jedzenie i ciepła herbatka...
Jesień. Lubię taki klimat.
Chandra... zaszkolne oczy... To lubię trochę mniej. Ale coś za coś.
Przynajmniej jest chłodniej.
Zmęczenie... wszechogarniające zmęczenie...
Nicość.
Wszystko się zamazuje.

niedziela, 16 września 2018

Dobry uczynek czy rezygnacja przez schematy? DDA.

Chciałabym pójść z psem rodziców na spacer, bo biedaczek ma za mało ruchu... Ale wiem, że przez to będzie skakał na każdego i ciągnął i zanim dojdę nad jezioro to nie będę mieć siły wrócić. To dobre o satysfakcjonujące zmęczenie, ale zawsze się boję, że ma pchły a ja się boję robaków i potem mam schizę.
To najmniejszy problem. Bo pewnie i tak pójdę, bo mi to żal...
Ale rodzice.
Muszę iść do nich i pewnie z nimi rozmawiać, bo nie wypada wziąć psa i wyjść.
Pewnie będą pytać o fajki,czy dam im na tytoń a ojciec znowu wypali ze swoim "pożycz na piwo"...
Alkoholizm... Wiem, że są chorzy... Ale ciągle się łudzę, że się zmieniłi... Że już nie piją tyle i dbają o siebie.
Zdarza się. Raz czy dwa na miesiąc są trzeźwi, czyści i akurat wtedy ich widzę, no i łapę się tego wierząc, że wreszcie będą normalni...
Ale przy kolejnych spotkaniach się rozczarowuję... I tak w koło...
Zawsze po ich spotkaniu mi smutno.
Pomagam im jak mogę... Kupuję prąd, jedzenie... Namawiam rodzeństwo do pomocy, bo mama zawsze mówi że z zasiłku przedemerytalnego z komornikami nie da się przeżyć... A jak dostają pieniądze to 3/4 idzie na chlanie i tytoń A reszta na czynsz(ponoć) i może jakieś mięso na zupę...
A jeść trzeba cały miesiąc. I tutaj też koło się toczy...
Pewnie powinnam im nie pomagać. Ale nie umiem odmówić kiedy wiem, że mają pustą lodówkę, nie jedli od 3 dni i siedzą po ciemku, bo nie mają prądu.. Po prostu nie umiem powiedzieć, że macie co chcieliście... To z waszego wyboru tak jest.
Może nadejdzie dzień, że się ogarną i zaczną żyć jak ludzie a nie menele, A może umrą z przepicia...
Smutne, ale czas pokaże...
Cóż...
Idę się zbierać po psa...
Może ten dzień nie będzie tak ponury jak czuje się w tym momencie.
Widzę, po statystykach, że ktoś czyta, szkoda, że odbija się to echem... Miło by było zobaczyć jakiś odzew. Ale nic na siłę.
Miłego dnia.

sobota, 15 września 2018

Nostalgia, niezrozumienie... weekend. Jak odpocząć? No właśnie.

Pogoda jest taka... wyciszająca.
Dobrze, że można posiedzieć z herbatką i kocykiem przed telewizorem...
Wolę chłód niż upały.
Choroba nadal się utrzymuje, a w poniedziałek już do pracy...
Cieszę się, bo nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam 24h z chłopakiem w domu.
Ostatnio szybko się irytujemy i bywa burzliwe.
To minie lub nie... Już mi wszystko jedno.
Będę czekać na rozwój sytuacji.
Nie będę się wysilać, bo i tak daje z siebie za dużo.
Wciąż sobie powtarzam "przestań tak o niego dbać, bo jak czegoś potrzebujesz to w 90% on nie jest w stanie się postarać dla Ciebie."
Jest dla mnie ważny ale wszystko z umiarem... Nie mogę odbijać się od ścian.
Dzisiaj dzień relaksu.
Zrobię sobie pyszne placuszki z dyni, będę odpoczywać na kanapie okryta kocem oglądając seriale lub filmy. Trzeba jakoś wykorzystać fakt, że hata wolna. 😉